Gdybyście kiedykolwiek chcieli w Stambule zwiedzić muzeum, to NIE wybierajcie Muzeum Historii Nauki i Techniki Islamu. Nawet jeśli leje i chcecie schować się przed deszczem – lepiej wybrać kawiarnię lub nawet przeciekającą koronę drzewa w sąsiednim parku. Nawet jeśli jesteście gotowi zapłacić 5 lir opłaty za wstęp żeby skorzystać z toalety – nic z tego, bo łazienki są w remoncie, o czym dowiecie się po zakupieniu biletu. A już na pewno nie idźcie tam ze względu na zawartość wystawy. Składa się ona z kilkudziesięciu modeli maszyn (katapult, młynów, wag) i budynków (szpitali, obserwatoriów, meczetów) pracowicie odtworzonych na podstawie starych rycin (których w muzeum nawet w postaci kopii zobaczyć nie można). Niczego nie wolno dotykać i nic się nie rusza. Przy dwóch gablotach były guziki, które co najwyżej zliczały wciśnięcia, by zmierzyć zainteresowanie, bo nie wywoływały żadnego efektu. Były za to zawieszone na krasnoludziej wysokości długie opisy w pięciu językach, które dotyczyły głównie autora ryciny źródłowej, oraz animacje wyświetlane na telewizorach plazmowych, w których coś się kręciło, ale głównie przenikało i znikało. I nic nie dało się z tego zrozumieć. O ile mogę zrozumieć, że ktoś bałby się pozwolić używać miniaturowej katapulty szalonym pięciolatkom, to zamykanie w szklanej gablocie zakrzywionych lusterek, tak by z żadnej strony nie dało się ich obejrzeć, to już nadmierna ostrożność. Inaczej wyglądała sala na temat geologii. Zawierała dwie gabloty wyglądające jak szuflada mojej pani od geografii. Tylko że te kilkanaście kamyków miało już podpisy i nikt mnie o nic nie pytał. Nie muszę chyba pisać, jak nudna była sala poświęcona matematyce.

Druga okołomuzułmańska wystawa, jaką obejrzeliśmy, składała się z kilku relikwii i znajdowała się chyba w najładniejszym pawilonie pałacu Topkapi. Wnętrza warto zobaczyć i posłuchać świętego śpiewu na żywo (choć transmitowanego przez radiowęzeł z innej sali). Natomiast muzułmanie pielgrzymują w to miejsce by zobaczyć przez zbrojoną szybę skrzynię, w której podobno znajduje się skrawek płaszcza Mahometa, przez lupę fragment jego zęba, który ułamał się, gdy prorok został ranny w policzek, w fiolce włos, a w innej kępkę brody. Właśnie ze względu na tradycję relikwii postanowiłam już dawno nie być świętą.

Reklamy