Niniejszy wpis nie jest polecany wegetarianom, osobom potocznie nazywanym „obrzydliwymi” oraz nadopiekuńczym matkom, które każde jaranie kojarzą z narkotykami i całym złem tego świata.

Kiedy wczoraj męska część wycieczki zgłodniała już na początku spaceru, znajdowaliśmy się akurat w dzielnicy, w której wszystkie bary dostosowały ceny (ale nie ofertę) do potrzeb i kieszeni turystów skoszarowanych w kajutach ogromnego statku zajmującego całe pobliskie wybrzeże. Oddaliliśmy się kawałek i od razu znaleźliśmy niskobudżetową kebabiarnię z pięknym obracającym się na ruszcie przypieczonym mięsem (co te plastry takie cienkie?) i nawet owocami morza. Przesympatyczny pan zaczął od wciśnięcia w usta Mateuszowi małży w ryżem i ten tylko cudem uchylił się od połknięcia muszli. Potem polecił chłopakom specjalność zakładu czyli kanapkę z czymś, co na zdjęciu wyglądało jak pokrojone mięso przysmażone z warzywami. Ci przystali na propozycję, upewniwszy się jeszcze, że mięso na pewno jest z barana. My zdecydowałyśmy się przekąsić kilka małż, ale tym razem samodzielnie. Były pyszne, choć niestety zimne.

Pierwsze wątpliwości zgłosił Kalif, bo wydało mu się, że kanapka podlatuje podrobami. Moim zdaniem pachniała ślicznie baraniną i ostrą papryką. Potem nasze wątpliwości wzbudził kolor mięsa, które było zbyt białe jak na tutejsze standardy. Kiedy Mateusz wypluł niemożliwy do pogryzienia kawał białej gumy, przyjrzeliśmy się dokładnie zawartości rożna. Ujrzeliśmy jakiś kilometr, może i baranich, flaków nawiniętych na obracany drąg niczym gumka do majtek w starodawnej pasmanterii. Rozejrzeliśmy się po knajpie. Na wszystkich zdjęciach potraw widniały flaki i pewnie nawet buda nazywała się Flaki u Mustafy, ale tego nie mogliśmy zrozumieć po turecku. Na odchodne pan z niezwykłą elegancją podszedł do Wiki z najlepszym kawałkiem mięska na szpachli, zwracając się do niej Madame. Wika uciekła z krzykiem. Odprowadziła nas wzrokiem młoda naburmuszona kelnerka, zapewne córka właściciela, które marzy o nieco innej przyszłości niż przejęcie po ojcu flaczanego rodzinnego ineteresu.

A wieczorem poszliśmy na nargilę czyli fajkę wodną i obowiązkową partyjkę tryk traka. Ani to dobre, bo jednocześnie słodkie i drażniące, ani zdrowsze od innych używek, bo podobno ma więcej substancji smolistych niż papierosy. Jedynie może nieco egzotyczne i społecznie pożyteczne. Ale funkcje integrujące społeczeństwo (głównie męską jego część) doskonale spełnia w Turcji już herbata, więc po co się osmalać?

Reklamy