Rano zbudził mnie ryk zarzynanego jagnięcia i krzyki prowadzących go na tę rzeź mężczyzn. Dzisiaj jest bowiem Święto Ofiar, czyli Kurban Bajram, w czasie którego każda rodzina musi zabić barana, upiec, jedną trzecią zjeść, druga oddać sąsiadom lub rodzinie, a trzecią biednym. Po drodze trzeba jeszcze barana podzielić sprawiedliwie na trzy części, co wydaje się zadaniem niełatwym.

Zerwałam się z łóżka rządna wrażeń i gotowa na zwiedzanie miasta zalanego morzem krwi, gdzie na każdym rogu brodaci mężczyźni długimi nożami rozrywać będą baranie trzewia. Między domami krążyć zaś będą kobieta z tacami pełnymi mięsiwa, by przekazać kolejnym rodzinom nadmiar tego dobrobytu. Mustafa przekonuje Muhameda, by ten przekazał swoją porcję Husajnowi, bo on już dostał po jednej trzeciej od Abdullaha i Ahmeda i nie da rady tego zjeść. W końcu jednak ktoś musi zjeść te stada baranów, które wczoraj prowadzono do miasta.

Bałam się, że nie będę mogła zamieścić żadnych zdjęć z dzisiaj, bo będą zbyt krwawe i zostaną ocenzurowane jako zawierające sceny okrucieństwa i przemocy.

Kiedy  jednak podeszłam do okna, dźwięki ucichły i nikogo nie było na ulicy. Przez cały dzień nie zauważyliśmy żadnych oznak święta, poza sporą liczbą osób odwiedzających cmentarz. A na kolację w knajpie, mimo że zamówiliśmy różne dania z baraniny, dostaliśmy wszyscy taki sam gulasz wołowy. Może to święto ofiar wielkiej ściemy?

Reklamy